39. Studnia wieczności

10:11 4 Comments A+ a-

Ocena: 13/10
            „Studnia wieczności” to, niestety, już trzecia część magicznej trylogii pióra Libby Bray. Nazwanie tej trylogii zwykłą opowiastką byłoby niedopowiedzeniem. Trylogia „Magiczny Krąg” to seria, z którą musi zapoznać się każdy wielbiciel literatury.
            „Studnia wieczności” to historia o Gemmie Doyle. Jak w każdej poprzedniej części bohaterka musi zmagać się ze swoim przeznaczeniem, czy jak nazwać magię, którą została obdarzona. Siedemnastolatka nie jest kobietą płytką jak: „pojemność filiżanki do herbaty”. Wręcz przeciwnie. Dziewczyna, która przed rokiem pojawiła się w Akademii Spence nie jest tą samą kobietą, która wreszcie opuściła jej ponure mury. Czytelnik, który zapoznał się z „Mrocznym sekretem” oraz „Zbuntowanymi Aniołami” doskonale zda sobie sprawę z zasadniczej różnicy w zmianie zachowania bohaterki. Jednak powieść nie składa się tylko z jednego aspektu.
            Postać Gemmy to wzór. I choć we współczesnym świecie widujemy kobiety, które już dawno pogrążyły swoją płeć i kompletnie nie zdają sobie sprawy, że w czasach wiktoriańskich za swoją impertynencje mogły zostać zamordowane na oczach tłumu. Rzecz jasna nagięłam trochę fakty, aczkolwiek gdyby wziąć pod uwagę ‘mord’ jako stratę reputacji oraz godności osobistej to myślę, że chodzi o to samo. 
 
W czasach, w których głos kobiety nie miał żadnego znaczenia, a ich reputacja mogła zostać pogrzebana w każdej chwili, damy były spokojne, ciche i jak najbardziej ostrożne. W ogóle przestały wtrącać się w sprawy mężczyzn, uczestniczyły tylko w rozmowach z kobietami (błahe tematy) i za wszelką cenę starały się nie dopuści, aby znalazły się na językach innych dam. Takie zachowanie byłyby dzisiaj brane za mało subtelne, a każdy mężczyzna w ogóle straciłby szacunek do kobiety uległej, nie mającej własnego zdania. Dopiero w dwa wieki od panowania królowej Wiktorii - czasy zmieniły się diametralnie.
Gemma w swoich rozważaniach, a także życiu literackim wiele razy myślała nad kwestią równouprawnienia. I choć wtedy nie zdawano sobie sprawy jak nazwać zaistniałą sytuację, to książka Libby Bray doskonale przedstawiła strajkujące kobiety, które pracowały w fabrykach jak i również niesprawiedliwość losu i życia pokazane w najgorszych dzielnicach Londynu, a także w samym życiu Ann Bradshaw. Z jednej strony podejście Gemmy było wspaniałe, z drugiej gorszące. Lecz jej ostatnia rozmowa z nową przyjaciółką wyjaśniła wszelkie kwestie:
 
"Dlaczego my, dziewczęta, nie możemy mieć takich samych przywilejów jak mężczyźni? Dlaczego narzucamy sobie takie ograniczenia? Gnębimy się wzajemnie złośliwymi uwagami i powstrzymujemy od rozwoju, wtłaczając w gorset uszyty z lęku, wstydu i tęsknot. Jeżeli same nie uznajemy siebie za godne czegoś więcej, to jak możemy tego żądać? Widziałam, do czego jest zdolna garstka dziewcząt, proszę pani. Potrafi powstrzymać armię, jeśli to konieczne, więc proszę nie mówić, że coś jest niemożliwe. Zaczyna się nowe stulecie. Z pewnością możemy zrezygnować z kilku próbek haftu na rzecz paru książek i większych ideałów?"

            Gemma, Felicity oraz Ann poszły drogą, którą same sobie obrały podczas tej intrygującej powieści. Decyzje młodych panien były wiele razy zmieniane, podejmowane pochopnie i często godne pożałowania. Jednak z biegiem czasu każda znalazła jakiś cel, powołanie do czegoś. I choć możemy się tylko domyślać czy przeznaczenie trójki przyjaciółek spełniło ich oczekiwanie, myślę, że z takim podejściem każda inna kobieta mogłaby im pozazdrościć. Dorosły i zrozumiały, że nie chcą być jak marionetkami w rękach swoich matek, ciotek, kuzynostwa czy pań. Zaczęły same rozporządzać swoim losem. Jedna z pierwszych feministek?

            Powieść sama w sobie porusza wiele istotnych spraw. Pierwszą z nich i chyba najważniejszą jest przyjaźń. I choć pozory tej przyjaźni biorą się jedynie z magii, którą posiada Gemma i która tak naprawdę zjednoczyła najpierw cztery potem już trzy młode dziewczyny, przedstawiają sytuacje zgoła odmienną od przyjętych przez ludzkość zasad. Sama z początku myślałam, że dziewczęta zadają się z Gemm tylko dlatego, że ona umożliwia im dotarcie do magicznej krainy. Po śmierci jednej z nich w „Mrocznym sekrecie” moje podejrzenia nabrały głębszego sensu. Dopiero przebieg akcji pokazał prawdziwą wartość. I choć końcowa scena była przerażająca to skumulowała w sobie wszystko, o czym powinien pamiętać każdy czytelnik.
            Kolejnym aspektem jest miłość. Uczucie, które połączyło tyle osób było wręcz wspaniałe. Dowiadujemy się zdumiewającej prawdy o Felicity, a także o Gemme i jej wiernym towarzyszu, który nigdy nie zawahał się nad swoimi prawdziwymi uczuciami.
            Sama powieść przedstawia również jak władza potrafi zmienić człowieka. Taką osobą była nie tylko Gemma, ale także i Pippa, Felicity i Ann, a nawet nienawistna Kirke czy przedstawiciele bractwa Rakshanów. Myślę, że nawet plemiona żyjące w Międzyświecie zrozumiały, co magia zrobiła z ich prawdziwymi duszami.
Poznanie tej magicznej historii jest trudne do opisania, biorąc pod uwagę każdą wartość opisaną przez Libbę Bray. Początek lektury nie był zachwycający, a ja w głowie już układałam niezbyt pochlebną opinię. Kogo interesuję życie uczuciowe zwykłej nastolatki? Nikogo. Ta powieść nie miała być pamiętnikiem, a czymś w rodzaju pokazania innego świata, choćby ten świat tak naprawdę nie istniał. I owszem, z czasem treść książki zaczęła intrygować czytelnika, a następnie pochłaniać jego czas. Libba Bray ma niesamowity talent, który rozwijał się z każdą następną stroną. Lektura wręcz pochłaniała i gdyby nie inne obowiązki czytałabym ją cały czas po wiele razy. Aspekty życia młodych dziewcząt, które tak bardzo różnią się od swoich rówieśniczek są bardzo pouczające. Sama powieść w wielu momentach wzrusza, często powoduje nieopisaną wściekłość, a także niewyobrażalny strach. Strach pojawił się w ostatecznej bitwie opisanej z takim zapałem przez pisarkę, że czytelnik czuje jakby sam przeniósł się na pole bitwy. I choć marne trzydzieści parę stron prawdziwej akcji powinny w czytelniku wzbudzić niechęć, to przygotowanie do starcia było nad wyraz ciekawe i pasjonujące. Jakby małe elementy, które samotnie nic nie znaczą zaczęły się składać w jedną całość tworząc spójność w tekście. Niespodziewane twisty akcji pobudzają tylko ciekawość. Oderwanie się od książki jest rzeczą wręcz niemożliwą, a całkowite pożegnanie się z historią Gemmy to jak rozstanie z Harrym Potterem po dziesięciu latach. Kto by pomyślał, że trzy książki mogą odnieść taki sukces?
            Jeżeli chodzi o kreację tła to Libba Bray spisała się rewelacyjnie w przypadku świata magicznego. Międzyświat w „Studni wieczności” został dopracowany, a każda kraina zyskała nową nazwę i nowy lud. Niestety świat realistyczny wyglądał nieco gorzej. Dla przykładu; drobna Gemma nosząca spodnie i łamiąca szczękę swojemu bratu, a także doprowadzając Rakshanów do palpitacji serca. Damy w Akademii zachowywały się zbyt poufale, a wiele zwyczajów charakteryzujących epokę wiktoriańską, w tym i klasycyzmu uległo diametralnej zmianie. Aczkolwiek czytelnik jest w stanie wybaczyć te niedociągnięcia, gdyż w większości przypadków nie ma czasu, aby zwrócić na nie większą uwagę.
            Zakończenie jest niespodziewane, szokujące. Myślę, że nikt nie zdecydowałaby się na zakończenie tej powieści w taki sposób. Nie można wtedy uronić łezki lub uśmiechnąć się do siebie i obiecać, że cała seria zostanie przeczytana przez niego jeszcze raz, a potem kolejny. Taką książkę będzie trudno zapomnieć. Dlaczego? Wzbudza ona tyle emocji, tyle uczy, iż mimowolnie każdy chciałby jeszcze raz oderwać się od swojego (często ponurego) życia i razem z Ann, Felicity oraz Gemmą bawić się na łąkach Międzyświata.

"Z zasnutego dymem i parą miejskiego portu wyłania się najwspanialszy widok ze wszystkich: wielka, pokryta miedzią damą z pochodnią w jednej i książką w drugiej ręce. W tym nowym świecie nie wita nas mąż stany, bóg czy bohater wojenny. Drogę oświetla nam zwykła kobieta, która obiecuje wolność w pogoni za marzeniami, jeżeli mamy dość odwagi, żeby w nią wyruszyć."
 Trylogia "Magiczny Krąg" 
Mroczny sekret | Zbuntowane Anioły | Studnia wieczności 

Pierwotny tytuł książki: "Liż krople potu mego" 

________________________________________________________
Musiałam zarwać kolejną noc, aby przeczytać tę książkę. Wspaniała treść ;)  Przy czytaniu lektury poleca również dokładnie przejrzeć podziękowania. Pisarka ma nietypowe poczucie humoru ;)