26. Woda dla słoni

19:51 7 Comments A+ a-

Porywająca opowieść o niezwykłej miłości i wielkiej przygodzie, która na zawsze odmieniła życie wszystkich bohaterów. Jacob Jankowski to żywiołowy student weterynarii, jego świat przewartościowuje wiadomość o śmierci rodziców. Pod wpływem impulsu rzuca studia i przyłącza się do wędrownego cyrku, który staje się dla niego zarówno zbawieniem, jak i piekłem na ziemi. Z determinacją próbuje odnaleźć się w tym pełnym skrajnych emocji świecie, sytuację komplikuje jednak uczucie do pięknej Marleny, żony charyzmatycznego tresera Augusta.

    Debiutancka powieść Sary Gruen była dobrym startem, lecz beznadziejnym zakończeniem. Niektórym "Woda dla słoni" kojarzy się ze smutną książką opowiadającą o życiu dziewięćdziesięcioletniego Jacoba Jankowskiego, a dla reszty czytelników tylko i wyłącznie z dobrą przygodą. Ja niestety nie potrafiłam zrozumieć zachwytu tą powieścią, chociaż naprawdę się starałam polubić wszystkich bohaterów oraz przedłużającą się akcję. 
    Największym rozczarowaniem byli przede wszystkim bohaterowie, a dokładnie wyżej wspomniany Jacob Jankowski. Więź między tą postacią a mną była całkiem niewidoczna, jakby jego prawdziwe "ja" było schowane i nikomu nie chciał pokazać swojej duszy. Jacob był  bardzo skryty, a swoje uczucia pokazywał tylko w ostateczności. I właśnie to najbardziej poróżniło mnie i tego bohatera. Czytając myślałam, że znajduje się on za szklaną ścianą i wszystko, co robił było przeciwieństwem tego, czego się spodziewałam. Kolejnym rozczarowaniem była nikła akcja powieści, która ciągnęła się niemiłosiernie zamieniając ciekawie zapowiadającą się lekturę w katorgę. Męczyłam się już po trzecim rozdziale, w którym właśnie fabuła powinna nabrać odpowiedniego tempa. Same przygody Jacoba wydawały się surrealistyczne i jak dla mnie - mało ciekawe, choć nie mogłam narzekać na bardzo oryginalny pomysł. Jednak w samej powieści zabrakło uczuć, które autorka oddałaby pisząc swoją debiutancką powieść. Czasami zastanawiam się czy nie zrobiła tego przypadkiem dla samych pieniędzy. 
     Jednym z najciekawszych wątków pojawiających się w powieści była postać słonicy Rosie, która urzekła mnie swoim byciem.  Denerwowała mnie brutalność Augusta i bezczynność Jacoba,  jednak szybko doszłam do wniosku, że tak to właśnie miało wyglądać, aby czytelnik mógł poczuć jakiekolwiek emocje. Znalezienie sposobu na wytresowanie słonia było banalnie proste, jednak nikt - nawet ja - pewnie nie domyślił się, że to właśnie nasz ojczysty język będzie tym, którym posłuży się Greg, Jacob, a później i August, aby słonica wreszcie pokazała na co ją stać. 
      W "Wodzie dla słoni" pisarka miała również dobre momenty, które bardzo mnie wzruszyły. Dokładnie chodzi mi tu o wyjazd Rosemary, która stała się ważną osobą dla Jacoba, chociaż na początku swojego pobytu w dimu starców nie darzył jej sympatią. Byłam naprawdę zła na kobietę i bardzo współczułam starcowi, jednak szybko znalazłam pocieszenie w budzącej się miłości Marleny i dwudziestotrzyletniego Jacoba. Uczucie tej dwójki było skrzętnie ukrywane, a jednak widoczne gołym okiem. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby August z zazdrości o swoją żonę wyrzucił młodego weterynarza z pędzącego pociągu. Podobały mi się te podchody młodego człowieka, który jeszcze nigdy nie był tak naprawdę w nikim zakochany. 
     Jednak mimo małej ilości dobrych momentów książka nie należy do moich ulubionych i wiem, że do niej nigdy nie wrócę. Sam pomysł bardzo mi się podobał, lecz wykonanie było kiepskie. Przewlekanie wspomnień starego człowieka było uciążliwe, gdyż Sara Gruen kończyła rozdział w taki sposób, iż nie mogłam nic zrozumieć. 
     Pisząc "Wodę dla słoni" pani Gruen posłużyła się prawdziwymi wydarzeniami, które często występowały w cyrkach w latach między wojennych. To odkrycie pozytywnie mnie zaskoczyło, a ja zrozumiałam, że fabuła była przemyślana od początku do końca. Takimi wydarzeniami są: upadki cyrków, a następnie zjazd innych właścicieli, aby "przebrać ten szmelc", a także wypychanie martwych zwierząt formaliną, aby tylko nie przyniosły strat w przedstawieniach. Słonie również często pojawiały się na takich występach. Jednak najbardziej kontrowersyjnym wydarzeniem był udział panny lekkich obyczajów w pokazie dla mężczyzn. W "Wodzie dla słoni" takie kobiety zastąpiła słynna Barbara, która wykorzystała pijanego Jacoba. 
     Książka nie była najlepsza, ale jednak można było z niej więcej wyciągnąć, choć głębokich uczuć we mnie nie wzbudziła. Zastanawiam się nad obejrzeniem filmu. 

Autor: Sara Gruen
Tytuł: Woda dla słoni
Gatunek: Dramat, Romans
Ilość stron: 398
Cena: 33,90 zł
Ocena: 4,5/10


edit. wiem, dwie notki dziennie to przesada, ale skoro znalazłam czas na napisanie recenzji to nie warto czekać.