25. Błękitnokrwiści: Zbłąkany Anioł/Krwawe walentynki

20:47 11 Comments A+ a-

Marzenia Schuyler nareszcie się spełniły: jest bezpieczna, u boku ukochanego, który chce jej pomóc w wypełnieniu ostatniej woli Lawrence’a Van Alena… Ale gościnne schronienie okazuje się złotą klatką. Jack i Schuyler muszą znowu uciekać. Lawirując pomiędzy venatorami hrabiny, a nasłanymi przez Mimi najemnikami, znajdują nieoczekiwanego sprzymierzeńca – ale także natrafiają na ślad czegoś całkowicie nowego. Co oznacza tajemniczy symbol?



   "Zbłąkany Anioł" to już piąta część cyklu Błękitnokrwistych i szczerze powiedziawszy,jedna z najciekawszych. Byłam mile zaskoczona, kiedy zabrałam się za tę książkę, choć już chciałam zakończyć czytanie dorobku Melisy de la Cruz. "Krwawe walentynki" - kolejny tom został, powiedzmy sobie szczerze, wciśnięty w polską książkę. Nie jestem tym zachwycona, gdyż nadal uważam, że oryginał wygląda o niebo lepiej. 
   Schuyler i Jack uciekli od hrabiny i teraz na własną rękę szukają wszystkich bram do piekła, aby upewnić się, że Srebrnokwiści nie przekraczają wyznaczonej im granicy. Jednak los jak zwykle płata im figla i okazuje się, że szukana brama we Florencji to tylko przykrywka. Rzecz jasna ten element fabuły był do przewidzenia, gdyż nie można tak szybko znaleźć Bram, które mają uchronić ludzkość. Jednak zgłębiając się dalej w treść można odkryć niespodziewany zwrot akcji i kolejną tajemnicę, która zostaje wyjaśniona dopiero na ostatnich stronach całego "Zbłąkanego Anioła". Bardzo się zawiodłam, gdyż jeszcze wiele tajemnic i zagadek pozostało w ukryciu, a te mniej istotne są całkowicie nie potrzebne czytelnikowi. 
   Bardzo zainteresował mnie wątek Mimi Force, która objęła obowiązki Regentki. Byłam tym zdziwiona, gdyż Anioł Śmierci jest zbyt młody na pełnienie tak ważnej funkcji w Zgromadzeniu. I miałam rację - młoda dziewczyna wcale nie radziła sobie z nowymi obowiązki, gubiła się we wszystkim, a dodatkowo uważała się za wyższą swoją ragą i inne wampiry, a nawet zauszników traktowała z góry. Było to śmieszne, gdyż starsi ludzie musieli słuchać się osiemnastolatki! 
Jej relacja z zausznikiem van Alenów było skomplikowana. Kiedy do sieci trafił film, na którym spłonęła Victoria, młoda Błękitnokrwista, Mimi za wszelką cenę chciała działać sama. Jednak szybko zrozumiała, że nie da rady wykonywać wszystkich obowiązków na raz. I tutaj wkroczył uwielbiany przez czytelników Ollie - porzucony przez Sky, cierpiący chłopiec, którego życie stało się monotonne. Między tą dwójką zaczęła się tworzyć nic zrozumienia, ale jednocześnie zwykły Czerwonokrwisty pokazał Mimi jak ważna jest współpraca w życiu. Niestety, nie udało się odnaleźć Victorii na czas. Oboje stanęli na rozdrożu. Dopiero kiedy zaginął chłopiec - tak naprawdę nie wiadomo kim był i dlaczego właśnie on został porwany - całe Zgromadzenie zaczęło działać. Wszyscy zdali sobie sprawę, że ta walka nie jest tylko jednorazowo, ktoś chciał oczyścić świat z nieśmiertelnych istot. I właśnie w tym momencie pojawia się Deming Chen - Miecz Łaski. Ta vantorka urzekła mnie swoją szczerością, a także skutecznością. Mimo że jej poszukiwania trwały długo, a ona sama krążyła dookoła nie wiedząc, że rozwiązanie ma połączenie z samym Lucyferem. Mimo wszystko ta bohaterka mnie zaskoczyła. Choć jej nagła miłość do Czerwonokrwistego było nieco naciągana, to chyba wszyscy, którzy przeczytali tę książkę zdają sobie sprawę, że w tym wszystkim nie chodziło o głupotę uczuć Deming. 
   Natomiast "Krwawe walentynki" to krótkie opowieści romantyczne, które niestety mnie nie rozczuliły, a w przypadku Oliviera tylko wzbudziły niechęć do tej książki. Nie wiem jakim cudem w powieści pojawiła się czarownica i jak zdjęła naznaczenie Familianta z Ollie'go, ale to wszystko było wręcz irracjonalne. Natomiast opowieść o Allegrze van Alen i jej bliźniaku Charliem była wyrwana z kontekstu. Ci, co przeczytali choć pierwszą część cyklu doskonale wiedzą, że ta więź nie została nawiązana, a sama Allegra zapadła w śpiączkę. Więc stawiam pytanie: jakim cudem to się jednak stało? 
Najbardziej ckliwym momentem na pewno była wielka uroczystość Schuyler i Jacka, która doprowadzi do jego śmierci. Ich decyzja była pełna egoizmu, jednak dla niepoprawnych romantyczek musiała się wydać wprost idealna dla zakochanej pary. Dla mnie - nie widziałam w tym nic wartego uwagi. Samą ceremonię zawarcia więzi poprzedziła tak Zgromadzenia Europejskiego. Akurat ten wątek tylko niepotrzebnie przedłużał treść powieści, a wielu czytelników, w tym ja, miało sposobność do nudy. 
   Książkę polecam tylko tym osobą, które wytrwale czytają "Błękitnokrwistych" albo zamierzają to zrobić. Niestety, wiele spodziewać się nie możemy. 

Autor: Mellisa de la Cruz
Tytuł: "Błękitnokrwiści: Zbłąkany anioł/krwawe walentynki"
Gatunek: Fantasty, Paranormal Romance
Ilość stron: 398
Cena: 34,90zł
Ocena: 5/10 

__________________________________________________________________

Błędów nie sprawdziłam, ponieważ nie mam czasu, oprócz nauki w liceum pracuje i pomagam chorej rodzinie ;/ 
Obiecałam sobie, że wezmę się za naukę, ale na obiecankach się skończyło. Jak na razie mam tydzień lenistwa i nauczyłam się tylko na dwa sprawdziany ;)) 

;**